środa, 7 grudnia 2016

W oczekiwaniu...

Coraz bliżej końca roku... Jak wypadnie 2016? Z dzisiejszej perspektywy, z perspektywy minionych 365 dni i w konfrontacji z planami i oczekiwaniami wobec siebie, życia, emigracji, które się miało 12 miesięcy temu?

Za to kocham grudzień. Że zmusza do refleksji. Że od refleksji nie pozwala uciec. Że trzeba na tych czterech literach usiąść, zapalić świeczkę lub lampki w oknie i pomyśleć. Się zatrzymać. Konkretnie. Dlatego siedzę i piszę. Wracam tu pomału.


niedziela, 13 listopada 2016

Rok po...

Złego początki...

To już rok. Rok temu o tej porze wielu z nas było jeszcze w pracy, w biurze, w oczekiwaniu na piątkowy wieczór, na mecz, na koncert, na spotkanie z przyjaciółmi w restauracji. Był wyjątkowo ciepły listopad. Każdy czekał na weekend. Na chwilę wytchnienia. 

Ja też jechałam do pracy. Szef rzucił mi na powitanie, że mamy piątek 13tego. Od rana miał różne pechowe "przeboje". Piątek jak piątek - dla mnie to był dzień jak co dzień, pracowałam wtedy jeszcze w weekendy, więc nie miałam się za bardzo ani z czego cieszyć, ani też czym martwić.

Kilkanaście godzin później wszystko już było inaczej. Data 13 listopada 2015 r. nabrała nowego znaczenia. I to nie był przesądny pech, to był koszmar, który - choć do dziś trudno w to uwierzyć - zdarzył się naprawdę. Jego znamię naznaczyło życie setek ludzi, którzy stracili bliskie im osoby, setki osób, które zostały ranne i których życie zmieniło się już na zawsze, a także życie paryżan, Francuzów, nasze...


poniedziałek, 13 czerwca 2016

W Strefie Kibica pod Wieżą Eiffla

Wczorajsze całe niedzielne popołudnie spędziliśmy w FAN ZONE pod Wieżą Eiffla. Choć prognozy meteo zniechęcały, a niebo straszyło cały dzień deszczem, my stwierdziliśmy, że szkoda by było przesiedzieć niedzielę na kanapie przed TV. Naszym głównym celem było oczywiście kibicowanie Polakom podczas meczu z Irlandią Północną, ale chcieliśmy także zobaczyć, jak wygląda od środka miejsce, które w chwili obecnej najbardziej tętni i wrze emocjami w Paryżu. Taka gratka jak goszczenie EURO to w końcu wydarzenie historyczne!

Jak zatem wygląda FAN ZONE w jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc na całym świecie, czyli Polach Marsowych pod Wieżą Eiffla? Jak wygląda kontrola, przejście przez bramki i względy bezpieczeństwa? Zapraszam na krótką relację z wczoraj i po garść praktycznych i przydatnych Wam być może informacji.

czwartek, 9 czerwca 2016

Kolacja na zamku w blasku tysięcy świec

Czy wiecie, że niedaleko Paryża znajduje się zamek, w którego ogrodach organizowane są plenerowe kolacje w blasku świec? Specjalnie i tylko na tę okoliczność cały obiekt pałacowo-ogrodowy rozbłyska tysiącami świec i lampionów, dając niesamowitą atmosferę do wieczerzania. To miejsce to Château de Vaux le Vicomte. Każdy może wziąć udział w tej magicznej kolacji.




wtorek, 31 maja 2016

Przystanek Senlis

Senlis intrygowało mnie już od dawna. Często podczas naszych różnych podróży kierowaliśmy się na tablice prowadzące do Senlis. Odwiedziliśmy to miasto w kwietniu, przy okazji wycieczki do Pierrefonds. Miasto leży 42 km od Paryża, w regionie Pikardii. Słynie przede wszystkim z pięknej katedry, ale mnie dużo bardziej zachwyciła jego zabudowa i odkrywanie urokliwych zaułków, a także historycznych perełek i śladów historii nawet z II wieku p.n.e.

Jak zwykle była to spontaniczna wizyta, więc podążając urokliwymi uliczkami miasta nie mieliśmy pojęcia, co kryje się za każdym kolejnym rogiem. Z ogromną satysfakcją dokonywaliśmy kolejnych odkryć ruin rzymskich, klimatycznych uliczek, stylowych kamienic i tabliczek informujących na każdym kroku o ważnych miejscach lub osobach, które tu mieszkały. Podążanie za niespodzianką - tak w skrócie można nazwać tę wycieczkę.

Podążajcie za nami!



środa, 25 maja 2016

Nasze pierwsze urodziny! LINK PARTY start!

Dziś mija dokładnie rok od momentu, gdy na Przystanku opublikowałam pierwszy post. Aż trudno uwierzyć, że upłynęło już tyle czasu! O pisaniu bloga marzyłam praktycznie od początku emigracji, ale pomysł zrealizowałam dużo później. Pamiętam jednak bardzo dobrze ten moment, gdy zamiast planować, kombinować i czekać na odpowiednią porę, podjęłam decyzję, że to jest właśnie ta chwila i zaczynam w końcu działać. Znacie takie życiowe przebłyski i olśnienia? Wbrew pozorom niewiele one mają wspólnego z oświeceniem, za to bardzo często stoi za nimi jakiś kryzys, przełom albo osobista tragedia. Teza ta potwierdza się, kiedy czytam inne blogi i okazuje się, że motywację i chęć do pisania przyniósł wielu autorom właśnie jakiś trudny moment czy życiowy zakręt.

Z blogami emigrantów jest chyba jeszcze inaczej. Pisanie staje się nie tylko swoistą terapią, ale też sposobem na wyrażenie siebie, swojej kreatywności i potrzeby działania, które nierealizowane na dłuższą metę przynoszą jedynie frustrację i smutek. Dla takich osób jak ja, wrzuconych w nową, obcą rzeczywistość, zmagających się z nauką języka, zrozumieniem innej kultury i jakże często trudnym i długotrwałym bezrobociem, blog staje się miejscem upragnionej twórczości czy platformą nauki języka, a także siatką nowych kontaktów z ludźmi, których obecności na co dzień tak bardzo brakuje. 

A jak było u mnie? Bardzo podobnie. Kiedy rok temu publikowałam swój pierwszy, bardzo optymistyczny, wpis, obiecałam sobie, że za jakiś czas opowiem swoim czytelnikom o kulisach jego powstawania, które z różowym kolorem niewiele miały wspólnego. Ale dziś za to piję szampana :)


niedziela, 22 maja 2016

Przystanek Château de Pierrefonds

Pierrefonds to świetny pomysł na wycieczkę poza Paryż. W sam raz na weekendowe popołudnie. Pierrefonds to malowniczo położone miasteczko w Pikardii, około 100 km od Paryża, w departamencie Oise.


My pojechaliśmy tam trochę okrężną drogą, przecinając rozległe tereny leśne i ciesząc oko uroczymi wioskami, które mijaliśmy po drodze. Lubimy tak podróżować, bo dzięki temu odkrywamy przy okazji różne ciekawe miejsca, których próżno szukać w przewodnikach i w ten sposób rodzą się pomysły na kolejne wycieczki poza utartymi szlakami. 

Dlaczego Pierrefonds? Jak zwykle to sprawka Muszkietera, który jak na Muszkietera przystało zamarzył sobie, żeby zobaczyć zamek, który miał otrzymać Portos - bohater jego ulubionej powieści "Trzej Muszkieterowie" ;) No i zobaczył, a przy okazji zorganizował nam rewelacyjną wycieczkę.



piątek, 29 kwietnia 2016

Przystanek Rouen

To nie było moje pierwsze spotkanie z Normandią, ale pierwszy raz, kiedy mnie tak naprawdę zaskoczyła i zachwyciła. W samym Rouen byliśmy dokładnie 1h i 40 min. Ale jak dodać do tego 1,5h  drogi w tę i 1,5h z powrotem to mamy już wycieczkę na jedno popołudnie. W związku w tym, że pracuję w systemie weekendowym, doszliśmy z Muszkieterem do perfekcji w wykradaniu czasu na spontaniczne, a właściwie wariackie wypady poza Paryż, które uwielbiamy i które pozwalają nam się zresetować. Trzeba sobie radzić ;) Francja jest zbyt wielka i zbyt ciekawa, byśmy mogli usiedzieć w miejscu. Wypad okazał się niesamowity, jak żaden inny, i narobił nam apetytu na zdecydowanie więcej. W wakacje na pewno tam wrócimy!

Być może niecałe dwie godziny jak na wycieczkę to mało, ale myślę, że jak na taki sprint czasowy - to zobaczyliśmy sporo. Przywieźliśmy też mnóstwo zdjęć, bo nie potrafiłam się odkleić od aparatu. Tym razem będzie to więc bardziej fotorelacja niż artykuł, ale może to i lepiej: pozostawiam Wam w ten sposób szansę na odkrywanie tego pięknego miasta po swojemu. 

Oto DZIESIĘĆ POWODÓW, DLA KTÓRYCH WARTO POJECHAĆ DO ROUEN 



piątek, 8 kwietnia 2016

Spacer po Conflans-Sainte-Honorine

Dziś zapraszam Was na spacer po kolejnym bardzo urokliwym podparyskim miasteczku - Conflans-Sainte-Honorine. Miasto miało okazję pokazać się światu, dzięki temu, że niedawno zorganizowano tu start bardzo prestiżowego wyścigu kolarskiego Paryż-Nicea 2016, co było niewątpliwie ogromnym wyróżnieniem. O tej imprezie sportowej, która z pewnością pokazuje miłość Francuzów do kolarstwa, pisałam na blogu TUTAJ



środa, 30 marca 2016

Styczeń i luty, czyli co z tymi postanowieniami noworocznymi

Marzec już pełną parą. A nawet końcówka. Wiem. Ale to całkiem dobry moment, by spojrzeć wstecz. Trzy pierwsze miesiące nowego roku już za nami. Kto z Was jeszcze pamięta postanowienia noworoczne? A kto się ich nadal trzyma i realizuje, krok po kroku, postawione sobie cele? Zapraszam na podsumowanie stycznia, lutego i marca. Czas się ze sobą policzyć.


środa, 23 marca 2016

Przystanek Bergamo

Kocham Francję między innymi za to, że blisko stąd do Włoch. We wpisie o walentynkowej odsłonie Bergamo zdradziłam już swój sekret miłości do Italii. Tak, kiedyś ten kraj wydawał mi się jedyną miejscówką za granicą, w której mogłabym osiąść na stałe. Życie jednak lubi płatać figle i rzuciło mnie do Francji. Jakby nie było - blisko Włoch, więc nie mogłabym nie korzystać z tego przywileju. Kiedy ujrzałam bilety lotnicze do Bergamo za 19 euro, aż we mnie wszystko podskoczyło. Nie mogło być inaczej - skorzystaliśmy i pojechaliśmy!

Widok z okna hotelu

sobota, 12 marca 2016

Siła

Najpierw woda z cytryną, potem kawa. Otworzyłam okno. Wpuściłam świeże powietrze poranka. Usiadłam przy stole i szukam siły. Na ten nowy dzień. Na lęk o chorą Babcię. Na tęsknotę za bliskimi, skręcającą mnie w środku. Na kolejny pracujący weekend. Na oczekiwania, którym muszę sprostać. Na obowiązki, które muszę wykonać. Na sprzeczne myśli targające głową. Na emigrację. Na życie. 

 

piątek, 11 marca 2016

Jeden dzień z życia emigrantki

Źle spałam. Obudziłam się z tym okropnym skurczem żołądka. Z tym, na który nie ma żadnego sposobu, a który potrafi sparaliżować. Wczoraj dowiedziałam się, że Babcia poważnie zachorowała. Że leży słaba i z gorączką. A przecież w jej wieku to i zwykły katar stanowi zagrożenie. Tydzień temu wysłałam jej kartkę i kilka zdjęć z Bergamo... Babcia uwielbia zdjęcia. A ja codziennie szukam sposobu, jak oszukać tę emigrację, te cholerne tysiąc pięćset kilometrów. Szukam sposobu, jak być bliżej, pomimo... I wysyłam te kartki, słowa czułe, uśmiechy, buźki i zdjęcia... I siedząc na emigracji wyobrażam sobie tę scenę, jak Babcia z radością otwiera paczuszkę. A potem dzwonię i dowiaduję się, że Babcia nie odebrała przesyłki od listonosza, bo była za słaba...




poniedziałek, 7 marca 2016

Paryż-Nicea 2016, czyli jak zostałam fanką wyścigów kolarskich

Zanim poznałam Muszkietera,  nie wiedziałam absolutnie nic na temat kolarstwa ani się tym sportem w żaden sposób nie interesowałam. Ale piękno związku polega na tym, że spotyka się ze sobą dwoje ludzi, którzy mają różne pasje, zainteresowania, poglądy i upodobania kulinarne. I tymi pasjami, swoją wiedzą, odmiennym spojrzeniem na życie i jego różne aspekty ubogacają świat tej drugiej osoby. Albo wkurzają. Bo jest jedno "ale". Trzeba chcieć ujrzeć w tej odmienności bogactwo i szanse na nowe doświadczenia i doznania. Tylko wtedy jest szansa na coś ekscytującego, miejsce na nowe.


piątek, 26 lutego 2016

Przystanek Abbaye de Maubuisson

Miał być wpis o Bergamo, ale nie usiedziałam w miejscu i korzystając z wolnego poniedziałku zrobiliśmy sobie małą wycieczkę do Abbaye de Maubuisson w Saint-Ouen-l'Aumône (niedaleko Pontoise, około pół godziny drogi od Paryża na północny zachód). Co to takiego i dlaczego tam? Abbaye de Maubuisson to średniowieczne opactwo założone przez Blankę Kastylijską, żonę Ludwika VIII Lwa, świętą Kościoła katolickiego. W dawnym budynku opactwa można obecnie oglądać (od 4 października 2015 r. do 26 czerwca 2016 r.) bardzo nietypową wystawę.  Wyobraźcie sobie surowe, pamiętające średniowiecze puste komnaty, a na ich posadzce tysiące talerzy ozdobionych motywami kwiatów. Te ostatnie odgrywają tu rolę główną - są symbolem hołdu składanego temu miejscu. Choć nie jestem fanką nowoczesnych instalacji, ta zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jej autorem jest Régis Perray. Wstęp jest bezpłatny.

piątek, 19 lutego 2016

Walentynki w Italii?

Tak. Walentynki spędziłam w Italii. Ale tytuł tego posta wydawał mi się tak banalny, że musiałam dodać znak zapytania ;) Otóż tak. Kiedyś bym się śmiała: z tego dnia, z serduszek, z wszechobecnego komercyjnego zaduchu i czerwieni bijącej po oczach w okolicach 14. lutego. Kiedyś byłam singielką, potem niesingielką, potem miałam chłopaka, który obchodził urodziny w walentynki, a potem takiego, z którym zerwałam właśnie w ten dzień ;) Kiedyś... Dziś żyję po swojemu i mam ochotę świętować ten dzień, bo jest to jeden z wielu dni w roku, w którym warto świętować, tak po prostu, miłość. A już na pewno warto gdzieś sobie wtedy z ukochanym wyjechać. Do tego każda okazja jest najlepsza. A jeśli nie Francja? To tylko Italia! 


środa, 10 lutego 2016

Przeprowadzka we Francji

To zabawne. Moja przeprowadzka z Polski do Francji, w porównaniu do ostatniej przeprowadzki w tym kraju, mówiąc kolokwialnie - to był pikuś. Wprawdzie mowa tu o przeprowadzce do innego kraju, podróży autem 1600 km itd., nie wspominając o obciążeniu psychicznym z tą nową sytuacją związanym, ale dziś postrzegam tamtą przeprowadzkę jako coś bardzo prostego, z punktu widzenia organizacyjnego i formalnego.

Bo ostatnia przeprowadzka we Francji, związana z koniecznością poszukiwania większego mieszkania w tej samej okolicy i w przyzwoitej cenie, to już była zupełnie inna bajka. Mówiąc szczerze, dziś się cieszę, że wtedy, na początku tych poszukiwań, nie wiedziałam jeszcze, co mnie czeka.


piątek, 29 stycznia 2016

Przeprowadzka

W ubiegłym roku przeżyłam trzy przeprowadzki. Określenie "przeżyłam" jest tu zamierzone i bardzo trafnie odzwierciedla stan, w jakim się wówczas znajdowałam. Przeprowadzka bowiem to stan umysłu. Wbrew pozorom, to nie tylko fizyczny transport dobytku z punktu "A" do punktu "B". To nieustanna eksploracja mentalna tego, co było i co będzie. Nie jesteś w stanie skupić się na niczym innym. Twoją głowę pochlania tylko jedna myśl. Słowo "przeprowadzka" staje się Twoją mantrą - budzisz się z nim bardzo wcześnie i zasypiasz bardzo późno, najczęściej po prostu padasz na twarz. Twoja codzienna rutyna i stabilizacja zostają całkowicie zaburzone. Jedną nogą jesteś w przeszłości, w swoim "starym" miejscu, a drugą już w przyszłości. Bo obecne mieszkanie nie przypomina już Twojego domu, Twojej przestrzeni. Przypomina już raczej tylko pobojowisko, pełne kartonowych labiryntów.

Mój widok  z okna ;)

piątek, 22 stycznia 2016

Podsumowanie 2015

Trzy przeprowadzki. Dwie zmiany pracy. Dziesiątki podróży i przystanków, bliskich i dalekich. Setki dylematów i pytań o jutro i przyszłość. Tysiąc chęci powrotu do Polski i tyle samo chęci i determinacji, by pozostać we Francji. Tęsknota za bliskimi i lęk o nich, niemające swojej miary. No i jeden blog zdołający pomieścić te wszystkie radości i smutki, skargi, zachwyty i żale. A także Wasza obecność i mnóstwo życzliwości pomiędzy jego wirtualnymi kartami. Tak w skrócie mogłabym podsumować ten ostatni 2015 rok. Rok ogromnych dla mnie zmian. Rok tak samo trudny, jak i piękny. Dokładnie taki, jakie jest życie na emigracji.

Kanion Verdon, Francja

piątek, 15 stycznia 2016

Przystanek Grudzień

Gdybym miała jednym słowem podsumować grudzień ubiegłego już roku, byłoby to oczekiwanie. Oczekiwanie pełne niepewności i pytań: czy dostaniemy urlopy? Gdzie i jak spędzimy Święta? Czy zdołamy naprawić auto, które jak na złość zepsuło się akurat w grudniu i czy po tej naprawie starczy nam środków na podróż do Polski? Z tymi pytaniami budziliśmy się i zasypialiśmy niemal każdego dnia miesiąca. Aż w końcu postanowiliśmy powziąć decyzję, że pojedziemy, bez względu na wszelkie okoliczności. Od tego momentu było już tylko lepiej.