czwartek, 26 listopada 2015

Chandra pod Wieżą Eiffla

Wczoraj był jeden z tych gorszych dni. Znacie to, prawda? Od rana ma się wrażenie, że wszystko sprzysięga się przeciwko nam, wszystko jest nie takie, życie uwiera, a na głowę leje się listopadowy deszcz... Wszystko jakieś takie szare, energii brak, choć tak bardzo chciałoby się, żeby było inaczej... Z takimi myślami wyszłam wczoraj z pracy i... O nie! - ryknęłam w myślach, po czym zawiozłam siebie pod Wieżę Eiffla. Tak, to jest mój sposób na chandrę - na chandrę największego kalibru, bo z mniejszymi sobie jakoś radzę, bez wycieczek...




poniedziałek, 23 listopada 2015

Gerberoy, czyli niespodzianek czar

Lubicie niespodzianki? Ja uwielbiam. A Muszkieter lubi je robić. Niestety, dość często o tym zapominam, aż do następnego razu, co skutkuje różnymi konsekwencjami, np. nienaładowanym aparatem fotograficznym, wtedy gdy bardzo, ale to bardzo by mi się przydał albo brakiem parasola, gdy leje jak z cebra, albo niestosownym do okoliczności strojem, kiedy ląduję w dżinsach na eleganckiej kolacji. Broń Boże nie narzekam, mam raczej żal do siebie, że nie jestem na co dzień bardziej przezorna ;)


I właśnie dwa tygodnie temu nadszedł taki dzień. Dzień niespodzianek, kiedy zostałam wpakowana do auta i wywieziona z domu. A dokładniej jakieś 100 km od domu. Zdążyłam, na szczęście, zabrać w ostatniej chwili, nienaładowany oczywiście, aparat fotograficzny, ale o parasolu przypomniałam sobie dopiero, gdy zaczęło kropić, a o wygodnym obuwiu - dopiero gdy utonęłam w liściach. Witaj przygodo! ;)

czwartek, 19 listopada 2015

Gdy terroryści strzelają, ja podróżuję impresjonistycznym pociągiem

Całkiem niedawno pisałam na blogu o Voyages ZEN, czyli o tym, jak francuskie koleje dbają o dobry nastrój pasażerów. Patrząc na statystyki odsłon, muszę powiedzieć, że temat chyba Wam się spodobał  ;)


Pozostaniemy więc w pociągu nieco dłużej, zwłaszcza że w kontekście ostatnich wydarzeń w Paryżu na podróże koleją pada nowe światło...

poniedziałek, 16 listopada 2015

W poszukiwaniu normalności...

Mój ukochany wrócił dziś do pracy. Ja mam jeszcze jeden wolny dzień. Próbuję sobie wyobrazić jutro. Układam myśli. Porządkuję głowę.

Potrzebuję dziś Was. W obliczu wydarzeń ostatnich dni, fali napływających informacji o rosnącej liczbie ofiar, o terrorystach, którzy zbiegli, o atakach zbiorowej paniki w miejscach publicznych Paryża, a także o masowych bombardowaniach Francuzów w Syrii... Potrzebuję Was... W obliczu fali nienawiści, strachu i szerzącego się zła... W obliczu tego, co się dzieje w ostatnich dniach, tego, co może się stać i tego, co będzie - potrzebuję dziś Was! Chodźcie tu proszę i dajcie znak, że jesteście. Że życie nadal jest piękne i dobre. Napiszcie w komentarzach, co dobrego dziś Was spotkało? Co pięknego i godnego uwagi dziś zobaczyliście, usłyszeliście? Słońce? Niesamowitą książkę? Fantastyczną piosenkę? Rudego kota? Szałową sukienkę? Pierwszy ząbek? Piątka z kolokwium? Zabukowany bilet na wakacje? Ktoś Was dziś przytulił? Wysłał miłego sms-a? Zrobił rano kawę? Powiódł się Wasz plan??????? Chodźcie i opowiedzcie mi te wszystkie dobre rzeczy i chwile, zalejcie morzem pozytywnej energii. Tego dziś właśnie potrzeba.






niedziela, 15 listopada 2015

Na przekór...

Po wietrznej nocy, nastał piękny, słoneczny dzień. Listopadowe niebo błękitne jak latem, samoloty kreślą nowe linie kolejnych podróży bliskich i dalekich. Temperatura 19°C, jakby na przekór tej porze roku. Słońce świeci na przekór ciemnym myślom, a ptaki - na przekór smutkowi i łzom - radośnie świergoczą. W boulangerie pachnie świeżym chlebem, sąsiad z dołu odkurza jak co niedzielę, a dzieci bawią się w ogrodzie. Świat trwa na przekór wszystkiemu. Paryż nadal żyje.




Dopiero dziś, patrząc na to słoneczne niebo, uświadomiłam sobie, jak ponura była wczoraj aura za oknem. Za oknem, ale i w głowie, i w sercu. Nie zarejestrowałam wczoraj, jaka była pogoda. Że było zimno, wietrznie, niebo przykryte szaro-burymi chmurami i deszcz przelotnie dzwoniący o szyby. Zupełnie jakby przyroda zjednoczyła się z nami w żałobie. Wczoraj wieczorem, po całej nocy i całym dniu spędzonych na wpatrywaniu się w monitory komputerów, po wypowiedzeniu słów niewypowiedzianych, po odpowiedzi na dziesiątki wiadomości i telefonów - spojrzeliśmy na siebie z Muszkieterem i powiedzieliśmy sobie: STOP. Więcej, dłużej, bardziej się nie da. Nie można. Ciężar jest zbyt wielki, emocje zbyt duże, pewnych rzeczy po prostu pojąć i zrozumieć się nie da. Potrzebny jest spokój. Nam, rodzinom ofiar, świadkom i światu. Wyłączyliśmy serwis informacyjny. Zapaliliśmy świeczki i otworzyliśmy wino. 

sobota, 14 listopada 2015

Obudziłam się dziś...

Obudziłam się dziś w innej, choć niby tej samej, rzeczywistości. Cisza za oknem, cisza w domu - uspokaja, a zarazem przeraża. Wczoraj, w domowym zaciszu obejrzeliśmy w Internecie mecz Polska-Islandia i poszliśmy spać. Zdążyliśmy zgasić światło, kiedy rozdzwoniły się nasze telefony - dosłownie w tym samym momencie. Spojrzeliśmy na siebie wymownie, przeczuwając, że to nie mógł być przypadek, że coś się stało. Od rodziny z Polski i przyjaciół z zagranicy dowiedzieliśmy się, co dzieje się w Paryżu, obok nas... Po ostatniej przeprowadzce nie mamy jeszcze TV... Ale mamy Internet. Noc była długa, a ciemność za oknem przerażająca, jak nigdy dotąd. Jakiekolwiek hałasy dobiegające z zewnątrz paraliżowały mnie jak nigdy w życiu, nawet bardziej niż wtedy, gdy w afrykańskiej ciemności, po raz pierwszy w życiu, usłyszałam odgłosy strzałów broni palnej... Przerażały bardziej, bo przecież jestem w Europie, jestem u siebie, w MOIM DOMU. Przerażały, bo w dzielnicy, w której pracuję na co dzień, zginęło wczoraj kilkanaście niewinnych osób, a w dzielnicy obok ponad sto... Przerażały, bo nie raz, nie dwa przechodziłam obok tych restauracji, obserwując ludzi siedzących na tarasach, popijających kawę, wystawiających twarze ku słońcu, roześmianych, w towarzystwie swoich przyjaciół. Wiem, ilu wczoraj, w piątkowy wieczór, mogło ich tam być... Mogłam być tam ja, mój ukochany, moi znajomi, koleżanka z pracy, która mieszka tuż obok... Mogłam być na tym koncercie i mógł tam być mój brat - meloman. Mogłam, mógł, mogli...

Źródło: J'aime le francais
Zdjęcie z prasy francuskiej, gdzie wokół kawiarnianego stolika - tak bardzo paryskiego symbolu, leżą ciała zakryte folią wstrząsnęło mną kompletnie i odjęło mowę. Nie ma słów, które pasują, których mogłabym dziś użyć, by wyrazić to, co czuję... A może właśnie nie potrzeba dziś nic mówić. Dziś pozostaje wymowna cisza, w której trzeba się odnaleźć, z którą trzeba się JAKOŚ oswoić, jakoś dalej żyć. Tak jak i oswoić strach, który w tych okolicznościach wcale nie ma wielkich oczu...

poniedziałek, 9 listopada 2015

Paryska niedziela

Wczoraj, po raz pierwszy od trzech miesięcy, miałam wolną od pracy niedzielę. I plan najambitniejszy z możliwych - wyspać się, a potem nie ruszać się z łóżka, pić kawę, jeść croissanty, czytać i oglądać to, na co mam tylko ochotę. Ale wiadomo jak to z planami bywa ;) Zrealizowałam wprawdzie bez problemu punkt pierwszy i drugi, ale gdy tylko do sypialni przedostały się pierwsze promienie słońca, wyskoczyłam z łóżka, wpakowałam się do pociągu i pojechałam do Paryża. 









czwartek, 5 listopada 2015

Voyages ZEN, czyli o tym, jak francuskie koleje dbają o dobry nastrój pasażerów

Wczoraj był jeden z pierwszych, prawdziwie jesiennych poranków. Zimno, wiatr szarpał parasole, deszcz chlapał nieprzyjemnie. No i ta ciemność: niebo zasnute całkowicie ciężkimi chmurami. Pasażerowie w pośpiechu i z ulgą wsiadali do pociągu. Ja też, czym prędzej umościłam się na pierwszym z brzegu siedzeniu, poddając się z przyjemnością wyższej niż na zewnątrz temperaturze. Sucho. Nie leje się za kołnierz. Jest dobrze.


Krajobraz za oknem nieciekawy. Bezbarwny. Świat rozmazany w kroplach deszczu. Niewiele widać przez szyby. To wszystko potęgowało wrażenie przytulności pociągu. Kiedy tak rozmyślałam nad tym rozpoczynającym się dość nieciekawie dniu, przemknął mi nagle... motyl. Tak! Motyl! Piękny, kolorowy, poruszał delikatnie swoimi fantazyjnymi skrzydełkami. A potem złote łany zbóż kołyszące się na wietrze, w letnim słońcu. A potem krystaliczne fale wody z głębią błękitnego nieba w tle. A potem łąki i kielichy fioletowych i czerwonych kwiatów... Nie, nie śniłam. Nie spadłam z fotela ani nie uderzyłam się w głowę. Nie miałam przywidzeń. O takie atrakcje zadbało bowiem SNCF, czyli Narodowe Towarzystwo Kolei Francuskich. Te, niemalże bajkowe, wiosenne obrazy to krótkie filmy reklamowe wyświetlane na specjalnych ekranach, które spotkać można w najnowszych modelach podparyskich pociągów. Spoty promują tzw. region Il-de-France, czyli paryską aglomerację. Zazwyczaj są to zdjęcia najpopularniejszych obiektów turystycznych, takich jak Wieża Eiffla, Wersal czy muzea. Ale wczorajsze obrazki - tak kolorowe, pełne słońca i najrozmaitszych bogactw przyrody przerosły moje wszelkie oczekiwania, wydawały się tak niesamowite i wręcz nierealnie sielskie w zestawieniu z aurą zza okna... Serce rwało się do nich z tęsknoty za słońcem i wiosenno-letnią feerią kolorów. Spot zaopatrzony był jednym wymownym hasłem: Voyages ZEN...

wtorek, 3 listopada 2015

Odkąd zmarł mój Dziadek...

Odkąd zmarł mój Dziadek, Babcia, co roku, 1 listopada, zaprasza naszą całą rodzinę do siebie. Jest to jedna z najweselszych i najpiękniejszych imprez rodzinnych w ciągu roku. Bo tego chciałby Dziadek - powtarza nam zawsze Babcia. Rzeczywiście - Dziadek był pogodnym człowiekiem, obdarzonym dużym poczuciem humoru. Uwielbiał spotkania towarzyskie, a dom Dziadków zawsze tętnił życiem - był otwarty dla wszystkich i niezwykle gościnny. Pamiętam ten nieustanny gwar i ruch w kuchni i ciągle obecne ciasto na przykrytym obrusem stole kuchennym. Dziadka nie ma z nami już wiele lat, ale zawsze w dzień Wszystkich Świętych wspominamy go z uśmiechem przy suto zastawionym przez niezawodną Babcię stole. Atmosfera tych spotkań jest niezapomniana. 






Ten rok to już drugi z kolei, kiedy musiałam pracować w Święto Zmarłych. Nie mogłam być w Polsce z najbliższymi. Nie mogłam zapalić znicza na grobach przynajmniej kilku bardzo dla mnie ważnych osób. W takie dni tęskni się szczególnie mocno za tymi, których już nie ma na ziemskim świecie, ale chyba jeszcze bardziej za tymi, którzy wciąż żyją, ale są daleko...

niedziela, 1 listopada 2015

Halloween pod Paryżem

Rozczaruję Was. Nie byłam wczoraj na żadnej halloweenowej imprezie ani też takowej nie organizowałam. Z ciekawością jednak obserwowałam Francuzów i ich przygotowania do wieczornej maskarady. A było na co popatrzeć - w metrze, na ulicach i sobotnich marché. Szczerze mówiąc to nie miałam pojęcia, że ten amerykański zwyczaj tak się tutaj przyjął. Paryż Paryżem, ale moja podparyska wioska???