niedziela, 30 sierpnia 2015

Życie w cieniu tęsknoty


To zabawne. Niegdyś na wakacje jeździłam do Grecji, Włoch, Afryki, a teraz jeżdżę do... Polski. Kiedyś z niej uciekałam, marząc o dalekich wojażach, a teraz mając zaledwie cztery dni urlopu - popędziłam właśnie do ojczyzny. Wyjazdy do Polski zawsze skłaniają mnie do przemyśleń na temat emigracji i szukania miejsca w życiu i do życia. Dziś, po urlopie, który staje się odległym wspomnieniem, po przemierzeniu Polski, Niemiec i Belgii, chcę podzielić się z Wami przede wszystkim jedną refleksją - Polska jest piękna i można tu być naprawdę szczęśliwym. To właśnie w podroży powrotnej, w mojej głowie rodził się ten post i przemyślenia, którymi postanowiłam podzielić się z Wami.

Tatry
Nie byłam w Polsce osiem miesięcy. To długo czy krótko? Moje znajome Polki, też mieszkające w Paryżu, w tym czasie odwiedziły Polskę przynajmniej dwa razy. Jak dla mnie, była to jak dotąd najdłuższa rozłąka z ojczyzną, a co za tym idzie - z rodziną. Dla mojej rodziny to wieczność. Na pewno wielu z Was wie o czym mówię... A ja? No cóż, tęskniłam. Ale tęskniłam tak, jak się tęskni na emigracji - Wiesz, że to normalne i nieuchronne, masz świadomość, że sama dokonałaś wyboru. Bo emigracja to zawsze wybór - z tych czy innych powodów, ale zawsze wybór. Więc tęsknisz, ale jednocześnie nie żyjesz tą tęsknotą, tylko życiem, które wybrałaś. Wybrałaś życie z dala od ojczyzny, z dala od wielu bliskich Ci osób, z dala od babcinych pierogów, maminych gołąbków, naleweczki tatki, rodzinnych spotkań na tarasie, żartów Twojego brata, z dala od ukochanego kota, ulubionych polskich gazet i miliona, miliona innych większych i mniejszych rzeczy, które były, są dla Ciebie ważne... Zatem tęsknisz, ale wstajesz do pracy, jesz francuskiego croissanta, popijasz mocną kawą, wsiadasz do paryskiego metra i zaczynasz nowy dzień - z dala od ojczyzny. Żyjesz życiem, które wybrałaś. Gdybyś została w Polsce, to też byłby Twój wybór. Mogłabyś zarabiać mniej, być z rodziną, być singlem lub znaleźć męża. Mogłabyś też zarabiać tyle samo lub więcej, mogłabyś być sama, siedzieć godzinami na Skype i odliczać nieustannie czas do kolejnego spotkania z ukochanym... Mogłabyś, możesz... Zawsze masz wybór.

Kościelisko

Cannes
Puszcza Białowieska
Puszcza Białowieska
Cannes
 
Jest tylko jedno ^ale^. Jeśli raz wybierzesz emigrację, już zawsze Twoje życie będzie ¨pomiędzy¨. Twój dom będzie tam, gdzie w danym momencie przebywasz. Twoje serce będzie rozdarte. Trochę tak, jakbyś miała dwa równoległe życia. I już zawsze będziesz tęsknić. Kiedyś gdzieś przeczytałam piękny tekst o emigracji, gdzie autorka napisała, że "zawsze Cię gdzieś nie ma" - myślę, że te słowa to kwintesencja tęsknoty, którą nosi każda z nas - emigrantek. Bo tak właśnie jest. Jedziesz stęskniona do Polski, uśmiechasz się na widok Biedronki, z zachwytem podziwiasz złote pola szumiących kłosów i zajadasz się papierówkami, ale po pewnym czasie zaczynasz tęsknić za swoim życiem TAM, za paryskimi kawiarniami, za błąkaniem się po francuskich wioskach, za chrupiącą bagietką, za widokiem z okna na połyskującą w słońcu Sekwanę, za... Odpowiednie wpisać.

Paryż

Paryż


Paryż

Most Aleksandra w Paryżu


Paryż

piątek, 28 sierpnia 2015

Historia filiżanki, czyli wielki kiermasz staroci w Lille



Czy słyszeliście kiedykolwiek o BRADERIE w Lille? Jeśli nie, to gorąco Was zachęcam do przeczytania tego wpisu ;)

Braderie to jeden z największych we Francji, a podobno także w Europie, kiermaszy staroci. Tegoroczna edycja będzie miała miejsce już w następny weekend 5-6 września br. Miałam szczęście i ogromną przyjemność uczestniczyć w tym nietuzinkowym święcie w ubiegłym roku. Było fantastycznie!


Zacznijmy od tego, że centrum miasta jest tego dnia zamknięte i odcięte od reszty świata, więc jeśli chcielibyście wybrać się tam samochodem, radzę już na obrzeżach miasta poszukać postoju. Wszystkie ulice, place, chodniki oblegają bowiem mniejsi bądź więksi handlarze z całej Europy. Na stoiskach możecie zobaczyć i kupić wszystko: od maleńkich flakoników perfum, poprzez biżuterię, zabawki, obrazy, zegary, porcelanę, książki, po buty, siekiery, kolekcje płyt, pudelka po zapałkach... Na tym nie koniec. Przyuliczne sklepy również biorą udział w tym wielkim targowisku i wystawiają swój asortyment w bardzo korzystnych cenach. To największa wyprzedaż, jaką w życiu widziałam! :) Można tu upolować niejedną godną uwagi i w znakomitej cenie rzecz. 







Jak już kiedyś pisałam tu na blogu, a nawet poświęciłam temu cały post - nie lubię zakupów i alergicznie działają na mnie tłumy, które jak muchy do lepu lgną do witryn sklepowych z napisem "wyprzedaż". Targi staroci stanowią w tym wypadku wyjątek. Kiermasze tego typu mają, jak dla mnie, niesamowity klimat. Być może odziedziczyłam odrobinę tej fascynacji po tacie ;), który jest koneserem w tym temacie i który sam bierze udział w takich targach w Polsce jako handlarz-pasjonat. Moja każda wizyta w domu obejmuje zwiedzanie garażu, gdzie tata wykopuje swoje perełki, okraszając pokaz każdej z nich smaczkiem historii :)





I to jest właśnie magia tego miejsca. Magia starych przedmiotów. Bierzesz do ręki książkę z wytartą okładką, z wyblakłym już nieco drukiem, kartkujesz ją w poszukiwaniu... no właśnie, czego? Dedykacji, zagiętej celowo kartki, odręcznej notatki - w poszukiwaniu znamion jej historii, właściciela...


Bierzesz do ręki zegarek, oglądasz jego pasek bądź bransoletę, ślady noszenia, czyjejś dłoni, rysy na tarczy, która odmierzała kiedyś komuś chwile radosne i trudne... Może ten ktoś dostał go na komunię? A może od swojej ukochanej?


Bierzesz do ręki filiżankę. Być może sprawdzasz, czy i jaka to porcelana, z jakiego okresu, szacujesz ile warta... Być może też zastanawiasz się, czy była to czyjaś ulubiona filiżanka, czy jedna z wielu w serwisie? Czy ten ktoś pijał w niej codziennie poranną kawę? Czy pijał sam, czy z mężem, żoną? Czy gładził jej brzeg rozmyślając o dniu, życiu, podejmując decyzje, układając w głowie dialogi z kimś ważnym?

Photo:http://www.lilletourism.com/braderie-de-lille.html
Bierzesz w ręce ciężkie, antyczne lustro z pozłacaną ramą, przeglądasz się i zastanawiasz: ile osób się w nim wcześniej przeglądało w poszukiwaniu swojego piękna lub znamion nieidealnej urody? Ile osób spoglądało dzięki niemu w swoje oczy - smutne, radosne, zmęczone, zakochane...?




Bierzesz do ręki lalkę, gładzisz jej warkocze, analizujesz wyraz twarzy, każdą plamkę, przybrudzenie, strój, jej miękkość lub szorstkość... Czy ta dziewczynka, która dostała tę lalkę miała radosne czy trudne dzieciństwo? O czym marzyła? Czy często i dlaczego płakała wtulając w tę lalkę swoją twarz. Jak jej dała na imię? Gdzie teraz jest i jakim jest człowiekiem? Czy pamięta tę lalkę?



Mundury, biżuteria, wazy, cukierniczki, torebki, walizki, obrazy... Ile historii i życiorysów, ilu ludzi... Opowieść nie ma końca... W powietrzu unosi się kurz i zapach nigdy nieodkrytej tajemnicy tych wszystkich przedmiotów. I to jest piękne.






Gorąco polecam to miejsce i wydarzenie. Samo Lille warte jest zobaczenia. Warto pobłąkać się po straganach, ale także od czasu do czasu spoglądać w górę. Odkryjecie tu piękne kamienice z oryginalnymi wykończeniami, urocze uliczki, ciekawe budynki kościołów, teatrów, ratusza...













Przede wszystkim jednak warto doświadczyć i poczuć atmosferę tego wielkiego francuskiego święta.  Miasto tego dnia wydaje się bardziej niezwykłe niż zazwyczaj, bo tętni życiem tym obecnym i przeszłym, zamkniętym w starych - i dlatego pięknych - przedmiotach.

Więcej informacji na:

 http://www.lille.fr/cms/braderie-de-lille

niedziela, 23 sierpnia 2015

Życie jak w bajce

Powroty zazwyczaj nie są łatwe. Zwłaszcza po urlopie. Zanim jednak podzielę się z Wami refleksjami z bardzo krótkich w tym roku wakacji, pozwólcie, że wrócę jeszcze na moment do bajkowego świata Disneylandu.



Miejsce wywarło na mnie niesamowite wrażenie i w moim przekonaniu jego popularność nie jest w wcale przesadzona. Zazwyczaj mam uprzedzenia do takich top miejsc, ale tym razem naprawdę milo było się pozytywnie zaskoczyć. I, co tu dużo mówić - słono zapłacić.







Disneyland urzekł mnie. Wprawdzie na liczniku dopiero ;) 30-tka i wydawało mi się, że nie obrosłam jeszcze zbyt mocno w dorosły pancerz racjonalności, sztywności i powagi, to zapewniam Was, że to miejsce pozwala na prawdziwą konfrontację z tym, jak głęboko chowamy swoje wewnętrzne dziecko, spragnione spontaniczności i dobrej zabawy. I dzieje się to automatycznie, gdy tylko przekraczasz próg tego bajkowego świata. Śmiem twierdzić, że wkraczasz w inny stan umysłu. Mówiąc banalnie - jest magicznie ;)