poniedziałek, 25 maja 2015

Witajcie!

Na początku była miłość. Po raz pierwszy przyjechałam do Paryża z tęsknoty za moim ukochanym, który dostał tu świetną pracę. Nie spodziewałam się niczego szczególnego po tym mieście. Paryż, jako kierunek turystyczny, jakoś mnie nigdy nie pociągał. Wydawało mi się, że na świecie, po którym już trochę podróżowałam, jest wiele innych pięknych i ciekawszych miejsc godnych odwiedzenia. Dziś śmieję się na wspomnienie, gdy mówiłam, że Paryż to dobry kierunek na emerytalną wycieczkę. Jakże się myliłam! ;)


Paryż mnie zaskoczył. Zauroczył. A potem rozkochał na całego. Każdy kolejny przyjazd podyktowany był już podwójną tęsknotą, która stawała się coraz trudniejsza do zniesienia. Pamiętam taką scenę, gdy w pewien poniedziałkowy poranek, o 7 rano stoję na skąpanym w ulewnym deszczu tarasie widokowym Trocadero i patrzę jak Paryż budzi się ze snu. Ciężkie i posępne chmury ustępują nagle miejsca słońcu, które rozświetla czubek Wieży Eiffla, a ja myślę sobie, że mogłabym tu mieszkać. To było jesienią, 3 lata temu.


Dziś mija rok, odkąd mieszkam tu na stałe. Ten blog miał powstać dużo wcześniej, ale splot różnych wydarzeń niełatwego wcale życia na emigracji sprawił, że czynię to dzisiaj. O tym też chciałabym pisać. O cieniach życia na emigracji, których niekiedy, zwłaszcza na początku, jest dużej więcej, niż blasków. Ostatecznie jednak zawsze staram się spoglądać z nadzieją w przyszłość i dostrzegać te jasne strony każdej sytuacji i tą pozytywną energią zamierzam się tu z Wami dzielić.



Paryż Paryżem, ale Francję pokochałam tak naprawdę, gdy zaczęłam wyjeżdżać poza granice stolicy. I to wcale niedaleko. Ten kraj usłany jest malowniczo położonymi miasteczkami i wioskami, po których można się błąkać godzinami bez celu i bez znużenia. O większości z nich nie ma pojęcia żaden turysta, a wystarczy 20 minut jazdy pociągiem z Paryża, żeby przenieść się do prawdziwej francuskiej bajki. To tam toczy się codzienne, niespieszne życie Francuzów z krwi i kości. Jest zielono, czysto, pachnie kawą i bagietką, zadbane koty wygrzewają się na parapetach, a urocze kamienne domki z kolorowymi okiennicami toną w kwiatach. I właśnie w podróż po takich miejscach pragnę Was zabrać.




















Posmakujemy chrupiących bagietek i wyrafinowanych pasztetów. Będziemy podglądać Francuzów w ich gustownych domach, w pracy i na wakacjach. Będziemy kupować stare flakony perfum i stylowe zegarki na uwielbianych przez nich pchlich targach. Pojedziemy na wyścig kolarski, by przekonać się jak bardzo popularny i doceniany jest tutaj ten trudny sport. Swoją drogą, jestem ciekawa, czy poznajecie tego pana na rowerze na zdjęciu poniżej? :) Weźmiemy też koc i wino, by położyć się w cieniu drzew jednego z wielu pięknych parków i obserwować biesiadujące tłumnie w weekend francuskie rodziny.









Czy wspominałam o zegarach? Tak, będzie ich tu sporo... Spróbujemy zatrzymać czas... ;) 
Ale o tym - potem.



Dlaczego Przystanek Paris Café?

Chciałabym, aby ten blog był tak samo dla mnie, jak i dla Was miejscem, gdzie można przystanąć, zatrzymać się, oderwać od codziennych spraw i napić kawy. Chciałabym się tu z Wami spotykać i dzielić tym, co mnie w podróży przez Francję i życie zaskakuje, zachwyca, zdumiewa, porusza i inspiruje. Paryż będzie tylko (i aż?) przystankiem w tej podróży. A mi będzie niezmiernie miło, jeśli będziecie tu do mnie zaglądać.

Zatem zapraszam na kawę :)

Także tutaj:
https://www.facebook.com/pages/Przystanek-Paris-Cafe

Lawenda