niedziela, 12 listopada 2017

Lyons-la-Forêt - miasteczko z normandzkiej bajki

Za moim nowym oknem, dopiero co wczoraj wstawionym, jest dziś tak szaro, że spora dawka kolorów potrzebna na cito. I tak się dobrze składa, że w kolejce na publikację czeka fotorelacja z niezwykle barwnego normandzkiego miasteczka Lyons-la-Forêt, które zwiedzaliśmy jeszcze kilka tygodni temu w 25°C i fantastycznym słońcu. Tak! W słońcu!

Lyons-la-Forêt to jedno z takich miejsc, które idealnie nadaje się na jednodniową wycieczkę w rytmie slow. To małe, spokojne miasteczko, a raczej wioska, otoczona lasami (Forêt, czyli las w nazwie jest nie bez powodu) pełna urokliwych zakątków, a przede wszystkim niezwykle barwnych domków, w stylu normandzkim, czyli z charakterystycznym colombage - drewnianym szkieletem na fasadzie budynku. Byłam tak zauroczona tymi domkami, że chyba obfotografowałam każdy z nich. To nie jest miasto z zabytkami, w którym podąża się za przewodnikiem. To jest miejsce, które żyje własnym małomiasteczkowym życiem, do którego z przyjemnością ucieka się od codziennego zgiełku, gdzie można podglądać mieszkańców przez otwarte okna ich nieogrodzonych domów, gdzie można odpocząć na łonie natury przy szemrzącym strumyku tuż obok starego młyna. Można też usiąść na słonecznym placu w centrum miasta, w jednej z klimatycznych restauracji, tuż obok urokliwej fontanny szemrzącej delikatnie, zamówić lokalne piwko i włączyć się w niedzielne leniwe życie miasta, co z przyjemnością uczyniliśmy.






czwartek, 9 listopada 2017

5 inspiracji z paryskiej emigracji #7

Właśnie siedzę i czekam na ekipę remontową, która spóźnia się już ponad godzinę... Jeśli chodzi o usługi, to podejście Francuzów do czasu jest niezwykle ciekawe. Jak dla mnie co najmniej irytujące. Nie ma, że klient nasz pan. Pan, jak nie umie sobie sam wstawić okien, to ma brać urlop i czekać na jaśnie tych, którzy to potrafią. Tyle. Na zegarku 11.03, co oznacza, że jeśli ekipa niebawem przybędzie, to po kilkunastu minutach pracy przerwie ją ze względu na tutejszą świętą porę obiadową. No cóż, mam wielką nadzieję, że za dwa dni, jak już mi wstawią te nowe piękne okna, szybko zapomnę o sprawie... Zwłaszcza, że przy takim zimnie przydałyby się... 

Póki co przejdźmy do przyjemniejszych tematów, czyli pierwszych listopadowych inspiracji. Nielubiany listopad nadszedł nieuchronnie. Zresztą jak co roku. Ale nic to. Można go zaczarować. Jak? Pięknym, ciepłym swetrem, dobrą muzyką i lekturą, gorącą zupą i cynamonowymi ciasteczkami oraz rozgrzewającymi serducho filmami. Nie żałujcie też sobie grzańca i kakao. Niebawem ruszają świąteczne kiermasze. Czy to dobry moment, by wyjąć lampki choinkowe? Myślę, że nie zaszkodzi. 

W dzisiejszych inspiracjach jak zwykle trochę muzyki, trochę filmu, trochę zadumy, ale też brawa dla koleżanek blogerek, które nie dość, że mają małe dzieci, nie dość, że pracują zawodowo i prowadzą blogi, to jeszcze spełniają swoje marzenia i piszą autorskie książki i przewodniki. Czyż to nie inspirujące? Dla mnie bardziej niż bardzo.


wtorek, 7 listopada 2017

Beauvais to nie tylko lotnisko

Lubicie lotniska? Bo ja uwielbiam. Na sam dźwięk tego słowa czuję podekscytowanie. A już w sposób szczególny, kiedy mowa o Beauvais, choć obiektywnie patrząc, to w sumie jedno z najmniejszych i najmniej ciekawych lotnisk, jakie w życiu widziałam. Ale Beauvais to dla mnie coś więcej niż tylko lotnisko. To trochę stan umysłu. To początek historii z Francją, pierwsze kroki na francuskiej ziemi, okupione wiadrami łez pożegnań i powitań. Najpierw z ukochanym, potem z rodziną, która mnie tu odwiedza. Wchodząc do hallu, zawsze czuję ścisk w żołądku, bo albo wyruszam w drogę, albo z kimś się żegnam, albo za chwilę wyściskam kogoś, kogo długo nie widziałam. Beauvais kojarzy mi się z językiem polskim, który słychać na każdym kroku. To pasażerowie kolejnego Ryanaira do lub z Polski. To taka magiczna poczekalnia, w której emocje wylewają się ze mnie jak z bezbronnego dziecka. Serio. Na widok otwierających się drzwi, zza których wyłoni się za chwilę moja mama lub kuzynka, jestem totalnie bezradna. Nawet teraz, gdy o tym myślę, ściska mnie w żołądku. Po prostu. Chyba nie ma drugiego miejsca na świecie, gdzie wylałam tyle łez, co tutaj. W Beauvais.

Może dlatego właśnie nigdy nie myślałam o tym miejscu, jak o celu wycieczki i obiekcie do zwiedzania. Ostatnio nadarzyła się jednak okazja, by zobaczyć także miasto. Odwieźliśmy na lotnisko naszych gości i stwierdziliśmy, że warto skorzystać ze słonecznego sobotniego popołudnia i zobaczyć katedrę, z której słynie Beauvais. Nasz wypad okazał się wycieczką pełną zaskoczeń.


sobota, 4 listopada 2017

Przystanek. Wrzesień i Październik

Wrzesień to dla mnie miesiąc powracania - dosłownie i w przenośni, fizycznie i mentalnie. Powrót do emigracyjnej rzeczywistości, powrót do pracy, planów zawodowych i spraw przerwanych przed wakacjami. Trochę taki szok powakacyjny, a trochę tak, jak niegdyś powracało się do szkolnej ławki. Tyle że nie ma już pachnącego nowością plecaka, czystych zeszytów i nowych mazaków i tego podekscytowania. Nasz dom, który prawdziwie żył przez dwa miesiące wakacji, z materacami na podłogach, ręcznikami na oparciach krzeseł, otwartym na oścież balkonem, zapachami z kuchni i dźwiękiem otwieranego wina - nagle pustoszeje. W tym roku mój powrót z Polski zbiegł się także z pierwszym dniem września. Musiałam znowu wejść w odpowiedni rytm, na nowo obrać kurs i otrzeć łzę po rozstaniach z bliskimi. A to nigdy nie jest proste.




piątek, 3 listopada 2017

Wszystkich Świętych na polskim cmentarzu w Montmorency

To już tradycja, że co roku w dniu Wszystkich Świętych chodzimy na francuskie cmentarze z poszukiwaniu grobów naszych rodaków. To jest taki szczególny dzień, kiedy myśli wędrują do Polski, do rodziny, która tam została, a także tych, którzy odeszli, a ich groby są daleko stąd. I jest to chyba dla nas, Polaków emigrantów, bardzo znamienne, że udajemy się na cmentarze francuskie niezależnie od tego, czy są tam pochowani jacyś krewni czy też nie. Jest w nas potrzeba, by tego dnia oddać hołd zmarłym i pozwolić sobie na chwilę zadumy. Co roku, gdziekolwiek byśmy nie byli, czy na słynnym Père-Lachaise w Paryżu, czy na małym nieznanym nikomu podparyskim cmentarzu, 1 listopada zawsze spotykamy wielu Polaków. Teraz już mnie to nie dziwi, ale za pierwszym razem byłam w szoku spotykając na każdym kroku całe rodziny Polaków.



czwartek, 26 października 2017

O polsko-polskiej przyjaźni na emigracji

Życie bez znajomych i przyjaciół to nie życie. Zwłaszcza na emigracji. Ta ostatnia weryfikuje wszystkie relacje: rodzinne, małżeńskie, rodzicielskie i przyjacielskie. To prawda, że dziś jest łatwiej. Są telefony, Skype, videoczaty i tanie loty Ryanaira. Ale jest wiele sytuacji, w których i to nie wystarcza. Przynajmniej takie jest moje zdanie. Moja słabo słysząca babcia nie jest w stanie rozmawiać przez telefon, a i Skype jest dla niej czymś kompletnie oderwanym od rzeczywistości. Jednym słowem oszczędzam jej tego stresu. To tylko jeden z przykładów, że chcieć to nie zawsze móc. Ale dziś nie o rodzinie będzie, a o przyjaźni.

wtorek, 24 października 2017

5 inspiracji z paryskiej emigracji #6

Co mnie ostatnio inspiruje? Na pewno pogoda. Piękna, słoneczna jesień, która nie pozwala wręcz siedzieć w domu. Poza tym goście i spotkania z ludźmi. Nie brakuje też dobrej muzyki i filmów. W październiku sporo się dzieje, a w inspiracjach propozycje w sam raz na jesienne wieczory i dni. Na pogodę i niepogodę.

MUDO Musée de l'Oise w Beauvais